poniedziałek, 23 grudnia 2013

4



Odetchnęła z ulgą. Zabiła wampira i teraz była bezpieczna. Właśnie dlatego nienawidziła chodzić nocą po mieście. Drapieżniki tylko czyhały na takie ofiary jak ona. Na szczęście skończyło się to źle dla wampira.                                                                                                                                                                                                                    – Masz za swoje.- skomentowała, patrząc na kupkę popiołu. Miała już ją kopnąć, ale powstrzymała się. Miała szacunek dla zmarłych nawet jeśli ten pył był kiedyś wampirem.  Odwróciła się i ruszyła po swój koszyk. Uklękła, po czym chwyciła ów przedmiot i zaczęła wkładać do niego porozrzucane zioła. A potem miała szybko zniknąć w bramie i zaszyć w swym przytulnym mieszkanku.  I wtedy to znów poczuła. Zmarszczyła brwi, ale dalej zbierała udając że niczego nie poczuła. Ale wiedziała. Był tutaj drugi wampir. Obserwował ją i czekał. Ona się tak łatwo nie da. Gdy skończyła wstała z klęczek i odwróciła się by móc zaatakować napastnika, ale jej ręka została zatrzymana. Próbowała się wyrwać, ale on był silniejszy. Spojrzała na niego ze złością.                                                                                                                       – Całkiem nieźle, ale na mnie te sztuczki nie działają.- rzucił, trzymając jej rękę. Był pod wrażeniem. Zabiła tamtego bez mrugnięcia oka. Była przygotowana, ale co dziwniejsze nie czuł jej strachu czy lęku. Nawet najmniejszego. Tylko spokój i opanowanie. Jedynie co teraz wyczuwał to jej gniew. I to całkiem spory. Nie bała się go. Wiedziała, że ją obserwuje, lecz udawała że tego nie zauważyła i robiła swoje. Wyczuła, że stoi za nią i zaatakowała go. Spojrzał na zaostrzony kołek wykonany z osikowego drewna. Taki był najskuteczniejszy i ofiara szybko zamieniła się w proch.- masz całkiem spory arsenał.- skomentował, zastanawiając się gdzie je chowa.                                                                                                                    
 – Na co czekasz? – odezwała się.                                                                                                                                                               -Co masz na myśli?                                                                                                                                                                                          - Dajmy sobie spokój. Po prostu zrób co masz zrobić, zdecyduj się i spieprzaj stąd. Spieszę się.- tego się nie spodziewał. Jeszcze przeklinała. Skrzywił się z niesmakiem. Nie lubił, gdy kobiety przeklinały. To do nich nie pasowało. To było takie brzydkie. Słowa wypływające z jej ust. Wzdrygnął się.                                                   
 – Kobieta nie powinna przeklinać.- rzucił. Prychnęła.                                                                                                                            
 – Od kiedy to dyskutujesz z jedzeniem? Czyżbyś był wampirem elegancikiem? Jesteś z pewnością wybredny.-odparła.                                                                                                                                                                                                            – Myślałem, że jesteś człowiekiem. Od kiedy to nazywasz siebie jedzeniem? Aż tak nisko upadłaś, że się tak sama nazwałaś? – padło z jego ust. Rozmowa na razie wydała mu się interesująca. Tak samo jak i dziewczyna, choć nie wyróżniała się urodą.                                                                                                  – Czy to ważne?  Dla was i tak jesteśmy posiłkiem na dwóch nogach. Lodówką czy spiżarką pełną ciepłej i smacznej krwi .- rzuciła szyderczo. Miała w tym rację. Dostrzegł nienawiść w jej oczach. Nienawidziła go zresztą jak wszyscy ludzie w tym mieście wampirów.                                                                                                                                                         – Nie będę zaprzeczał, ale sami nas zabijacie.- wskazał na kupkę popiołu.                                                                                                                                                          – A co? Miałam się dać zabić? Nie ma mowy.- czekała na odpowiedni moment. Jak reszta wampirów był atrakcyjny. Oczywiście o to chodziło. Ich uroda była ich bronią.  Nagle poczuła zimny dotyk na swej szyi. Przeszedł ją dreszcz obrzydzenia. Nie lubiła, gdy ktoś dotykał jej rany. A ten się na to odważył. Widocznie on także lubił zabawić się i porozmawiać z swą ofiarą zanim ją zje. To była odpowiednia chwila. Błyskawicznie wyciągnęła z kieszenie trzeci kołek, który pojawił się w jej dłoni, którą udało się jej wyrwać z uścisku, choć za drugą nadal ją trzymał. Myślał, że gdy złapie ją za obie to ją unieruchomi. I tu się mylił. Zdekoncentrował się na chwilę zainteresowany ją szramą na szyi. Wycelowała w serce. Kołek był tuż, tuż. Właśnie przedarł się przez materiał jego koszuli, ale dalej nagle się zatrzymał. Nie zagłębił się w jego ciele. Na nieszczęście poczuła mocny uchwyt. Parsknęła wściekła.                                                                                                                                                                                                           – Już coś kombinowałaś.- usłyszała. Popatrzyła na niego wściekła. – sprytna z ciebie dziewuszka.- rzucił rozbawiony całą sytuacją. Zaskoczyła go, ale był przygotowany na atak, choć koszula do niczego się nie nadawała. Jeszcze chwila i nic by z niego nie zostało.  Nie dawała za wygraną. Zastanawiał się czy powinien napić się jej krwi. Powąchał jej szyję.  Pachniała słodko niczym miód. Zastanawiał się czy smakowała tak samo. Sakura przestała się wyrywać i stała teraz spokojnie. Jej plan wziął łeb. Myślała teraz nad różnymi perspektywami uwolnienia się, ale straciła je. Teraz wampir będzie czujny. Przeklęła w myślach. Ten był silniejszy i nie tak zadufany w sobie jak tamten. Czuła jak wącha jej szyję.  No tak chciał sprawdzić jak pachnie, ale jej zapach czuł przecież z daleka. W sumie po co to robi może przecież wbić kły w jej szyję i spróbować. Przecież to ją czeka. Była żałosna. Tamtego pokonała w trymiga, a tutaj dała plamę. Pojawił się silniejszy, a teraz stanie się przekąską. Ale nie czuła strachu. Wiedziała, że ból nie potrwa długo. To tylko będzie chwila, gdy jej dusza opuści ciało. A ona będzie wolna. Zaraz, zaraz zganiła samą siebie. Tak łatwo się poddaje? To nie w jej stylu. Trochę za szybko się poddaje. Musi być jakiś sposób.                                                                                                                                                         - Skąd masz tą szramę? – padło z jego ust.                                                                                                                                                               – Pamiątka po twojej rasie.                                                                                                                                                                                                                – Wampir ci to zrobił?                                                                                                                                                                                                         - Nie wróżka.- zakpiła z niego. Zadawał takie głupie pytania, choć sam wiedział jaka jest prawda. Na pewno się domyślił.                                                                                                                                                                                                            – Rozszarpał ci gardło i pozostawił ledwo żywą? – był ciekaw jak to się stało. Jak doszło do tego zdarzenia.                                                                                                                                                                                                          – Pozostał tylko po nim pyłek, którego i tak już nie ma.- skwitowała.- więcej ci  nic nie powiem. Sam się dowiedz.- miała dosyć tej bezsensownej rozmowy.                                                                                                                                                   – I tak zrobię.- obiecał jej. Wkurzyła się jego bezczynnością. Spojrzała mu prosto w oczy i powiedziała wyraźnie:                                                                                                                                                     - Zdecyduj się na coś w końcu. Pijesz czy nie? – wygląda na to, że ma dość pomyślał ubawiony.                                                                                                                                                     – Skoro tak mówisz.- pochylił się. Przymknęła oczy gotowa na ból, ale usłyszała tylko jego szept przy swoim uchu:                                                                                                                                                - Jesteś odważna jak na człowieka. Tym razem puszczam cię wolno. Do następnego spotkania  Kwiatuszku.- uścisk zelżał. Była wolna. Gdy otworzyła oczy jego już nie było. Była zaskoczona, że ją puścił. Pozwolił jej odejść, ale te znikanie mógł sobie darować.                                                                                                                                                               – Typowe dla mężczyzn.- mruknęła, wzięła koszyk, schowała kołki i ruszyła w kierunku akademika.     

Uśmiechnął się lekko, gdy do jego uszu doszły jej słowa. Doprawdy nie spodziewał się, że spotka taką odważną dziewczynę w tym mieście. Tak był pochłonięty myślami o różowowłosej, że zapomniał o najważniejszym, a mianowicie „Aniołach”. Niedługo się pojawią, a kolejny przeraźliwy krzyk przeszyje powietrze zabijanego wampira. Jak na zawołanie usłyszał jeden.                                                                                                                                                             – Wygląda na to, że już zaczęły.- powiedział do siebie kierując się do źródła krzyku.                  
 Haruno weszła do mieszkania, gdzie na kanapie leżał rozwalony Naruto.                                                                                                                                                        –Hej.- odezwał się.- w końcu wróciłaś. Zaczynałem się martwić. Miałem właśnie wyjść i zacząć cię szukać.- dodał.                                                                                                                                                                                    – Bardzo się spieszyłeś.- prychnęła.- nie trzeba było. Dałem sobie radę.- rzuciła z przekąsem.                                                                  

 – To dobrze.- nawet jej nie zapytał.  – czy słyszałaś o...- nie dokończył, gdy nagle drzwi otworzyły się z trzaskiem i drzwiach stanęła osoba, której się w ogóle nie spodziewali.                  

poniedziałek, 18 listopada 2013

3



Sakura odetchnęła z ulgą, gdy znaleźli się bezpiecznie w Akademiku, który był skutecznie chroniony i zamykany na noc. Posiadał wszelkie zabezpieczenia na noc i ciągle coś dodawano, aż w końcu zaczął przypominać niezdobytą fortecę. No cóż ludzie w tych czasach cenili sobie bezpieczeństwo i zdrowie niż bogactwo, ale nim więcej ktoś miał pieniędzy mógł bardziej skutecznie bronić się przed wampirami. Lecz najniższa warstwa społeczna, biedni mieli najgorzej. Wiedziała, że pijawki mogą jakąś przejść przez bariery, ale i tak czuła się bezpiecznie.
- Nareszcie.- rzuciła się na miękkie łóżko. Dzięki pieniądzom, które ona i Naruto zarobili mogli bezpiecznie wynająć sobie mieszkanie. Cieszyła się w duchu, że ciągała nieraz blondyna po różnych pracach. Opłaciło się i mają teraz odrobinę luksusu. A oszczędzali sporo czasu. Zaczęli, gdy tylko poszli do gimnazjum. Odkładała ile mogła na studia, bo wiedziała że jakiś zawód może ją uchronić przed biedą i wampirami. Mieszkali razem. W przeszłości to byłoby nie do pomyślenia, ale teraz było zupełnie inaczej. Miała ochotę przespać się trochę. Ostatnio dużo ślęczała nad książkami z powodu końca semestru, ale udało się. I teraz chciała się wyspać.- Naruto? – rzuciła sennie.
- O co chodzi? – jego blond czupryna pojawiła się na widoku.
- Zdrzemnę się trochę. Wychodzisz gdzieś?
- Nie.
- Nie masz randki z Hinatą?
- Dzisiaj nie. Hinatka jest zajęta sprawami swej rodziny. Niestety.- westchnął ciężko. No tak prawie zapomniała o tym. Hinata Hyuuga jej najlepsza przyjaciółka, a zarazem dziewczyna jej przyjaciela była granatowowłosą dziewczyną o białych oczach. Pochodziła ze starej i potężnej rodziny. I co się z tym wiąże była bogata. Pieniądze nie zepsuły ją czy coś. Zupełne przeciwieństwo. Była miła i często martwiła się o niebieskookiego, który często pakował się w jakieś kłopoty. Haruno tłumaczyła jej, żeby się nie przejmowała, bo u niego to normalne ale i tak się zamartwiała. Problem tkwił w tym, że jej rodzina zajmowała się zabijaniem wampirów. Nie miała nigdy czasu dla chłopaka. Oficjalnie porzucili ten zawód przechodzący z pokolenia na pokolenie. Zaś nieoficjalnie białooka przeszła odpowiednie szkolenie. Poza tym urodziła się z nadprzyrodzonymi zdolnościami, czyli widziała i wiedziała więcej niż zwykli ludzie. Powiadano, że posiada „trzecie oko”. Patrzyła zupełnie inaczej na świat niż oni. Czasem zielonooka zazdrościła jej mocy, bo mogłaby się skuteczniej obronić, ale los pokwapił jej tak przydatnej umiejętności i urody niestety nie. Czasem przeklinała swój różowy kolor włosów. Były niesforne i w nic nie mogła jej związać, bo zaraz psuły fryzurę. Żyły jakby swoim życiem. No cóż. Nic nie mogła na to poradzić. Po prostu związywała je w warkocz. Raz próbowała je przefarbować, ale wyszedł straszny, marchewkowy kolor. O ironio bardziej rzucający się w oczy niż różowy. Przez cały ten czas dopóki farba nie zeszła, nosiła na głowie chustki i różnego rodzaju kapelusze.
- Nie wiń jej za to. Jest po prostu zajęta.
- Wiem o tym. Tak czy owak co chciałaś? – zmienił temat.
- Nie wychodzisz nigdzie prawda?
- Jak mówiłem wcześniej nie.
- To dobrze.- opatuliła się szczelnie kołdrą.
- Co takiego? – zirytował się.
- Przestań. Dobrze wiesz, że nie chodzi mi o to. Jakby coś się stało czy ktoś przyszedł, to mnie obudź.  Dobra? – oczy się jej już zamykały.
- Zrozumiałem. Śpij już.- zamierzał skończyć swój referat, który zaczął lecz jeszcze go nie zakończył. Akurat dzisiaj mu się uda.
- W takim razie dobranoc.- zamknęła oczy. Niedługo potem odpłynęła do krainy snów, uspokojona że nie jest sama i ktoś będzie czuwał.


Sasuke wybrał się na polowanie. W sumie w lochu miał parę ładnych zdobyczy, ale one były pożywieniem na miejscu. Poza tym potrzebował adrenaliny, pościgu za ofiarę. To był dreszczyk emocji. Musiał odpowiednio wybrać jedzenie, a by najodpowiedniejszym miejscem by je znaleźć był klub, który był pełen dziwadeł i było w czym przebierać. Na swój cel wybrał „Angel” ku ironii losu. O mało nie parsknął śmiechem.
- Żenująca nazwa.- skwitował, przechodząc obok potężnie zbudowanego bramkarza w okularach i ogolonego na łyso. Był stałym bywalcem, więc nawet tamten nie drgnął, gdy przechodził.- hej Cerberze.- to była jego ksywka. Olbrzym kiwnął mu tylko głową na znak powitania, po czym zaczął sprawdzać ludzi czekających przed klubem w kolejce. Posyłali mu zazdrosne spojrzenia, ale zazwyczaj przeważały zachwycone spojrzenia dziewcząt. O to mu właśnie chodziło. Uwielbiał kobiety i ich krew pijał. Były delikatniejsze i smaczniejsze niż mężczyźni, którymi pogardzał jako posiłek. Jak musiał to się napił. Lecz była obrzydliwa. W klubie o dziwo natknął się na Kibę. Wcale się nie zdziwił. Inuzuka był typem podrywacza, który uwodził kobiety, sypiał z nimi i wypijał krew do cna, pozostawiając pustą powłokę. Zdecydowanie lubił się bawić.
- Cześć Sas.- przywitał go szatyn, który obejmował dziewczynę o krótkich czerwonych włosach. Była już nieźle na haju.
- Hej.- odparł krótko, przysiadając się do jego stolika.
- Ładna co? – gestem wskazał na nastolatkę.
- Nie wiedziałem, że preferujesz naćpane jedzenie.- skomentował. Na pewno słyszała, ale nie zrobiła żadnego gestu tylko uśmiechała się głupkowato.
- Nie jest złe.
- Narkotyki nie działają zbyt dobrze na nas.
- Wiem o tym.
- Ile ona ma lat? – spytał się go brunet. Kelnerka podeszła. Zamówił „Krwawą Mary”, który zamierzał doprawić krwią z buteleczki, którą ze sobą wszędzie nosił.
- 16.
- Coraz to młodsze masz te dziewczyny.- zauważył.
- Im młodsze tym lepsze.
- Spałeś z nią?
- Tak. Zużyty towar.- stwierdził znudzonym głosem.- dzisiaj się jej pozbędę.- dodał.
- Nie powinieneś marnować jedzenia. Ludzie są krusi i żyją tak krótko.
- Rodzą się nowi - wzruszył ramionami. Nie lubił, gdy ktoś mu dyktował co ma robić i jak obchodzić się z jedzeniem.
- Ale nie ma kto ich wychowywać. Powstrzymaj swój apetyt. Nie zapomnij kto tu rządzi.
- Zapamiętam na przyszłość.- wycedził przez zęby.
- Mam nadzieję.- czarnooki rozglądał się za ofiarą. Mnie poucza, a sam poluje pomyślał z nienawiścią. Nie lubił go. Nieraz próbował go zabić, ale nie udało się. Uchiha wiedział, że to on stoi na zamachy na jego życie, ale nie robił nic. Obaj się ignorowali.
- Słyszałem, że znowu został zabity jeden z naszych.- zobaczył jak przywódca nieruchomieje. Poczuł dziką satysfakcję. W końcu jakieś emocje.- podobno zabił go jeden z „Aniołów”. Wiesz w sumie nie wiedziałem, że po mieście szaleją Aniołki Charliego. Gdybym wiedział to bym ci pomógł zwalczać przestępczość.- dodał złośliwie. Nim się obejrzał leżał na stoliku, lecz nikt nie zwrócił na to uwagi. To było tutaj normalne.
- Słuchaj Kiba.- wysyczał.- zaczynam tracić do ciebie cierpliwość. Wtrącasz nos tam gdzie nie trzeba. Nie zapominaj kim jestem.- oczy błysnęły mu na czerwono.- i ty kim jesteś.- poczuł iskrę strachu. Po raz pierwszy odkąd go poznał widział go tak wściekłego. Nie zamierzał mu pokazywać, że się go boisz.- sam możesz być następny. Zrozumiałeś co powiedziałem?
- Tak.
- To dobrze.- puścił go.- a teraz zjeżdżaj stąd.- czmychnął stamtąd niepyszny.


Kiba by się wyluzować postanowił zapolować. To było dobry pomysł. Słyszał tupot biegnącej ofiary, wyczuł jej przeraźliwy strach. Rozkoszował się nim. Poczuł przypływ adrenaliny. Tego było mu trzeba. Zdecydowanie. Pomoże mu się odstresować. Na razie pozwalał jej uciekać. Zaśmiał się cicho. To było takie zabawne patrzeć jak człowiek myśli, że przed nim ucieknie.
- Żałosne.- stwierdził. Kobieta nie miała gdzie uciec. Znalazła się w pułapce bez wyjścia. Jej strach stał się wyraźniejszy. Szedł spokojnym krokiem. Nie spieszył się. Przecież i tak zaraz zginie, więc pozwalał jej cieszyć się każdą sekundą życia. Skręcił za zaułek. Na jego widok, oblała się zimnym potem i cofnęła się pod samą ścianę budynku, gdzie tkwiła wpatrując się w niego sarnimi oczami. Widział w nich nieme błaganie by ją oszczędził. Chciałabyś przemknęło mu przez myśl. Dzisiaj była pełnia. Światło księżyca padało na sylwetkę kobiety. Wszystko było widoczne. I wtedy dostrzegł ogromny cień pod swoimi nogami. Nie miał kształtu. Zmarszczył brwi.- co to jest? – odwrócił się, dostrzegając szybko poruszającą się czerń. To było ostatnie co zobaczył.

News na pozostałych dwóch blogach. Miyako-chan.

sobota, 26 października 2013

1



Niebieskie tęczówki wpatrywały się w lazurowe niebo. Nie miał ochotę nic robić tylko położyć się na plecach i odpoczywać. Miał właśnie zamiar to zrobić, gdy usłyszał obok siebie kobiecy głos:
- To co zamierzasz zrobić jest głupie.- zirytował się. Nawet nie usłyszał kiedy nadeszła.
- A niby skąd wiesz? – spojrzał na koleżankę.
- Stąd, że one tylko czekają na chwilę nieuwagi.- skomentowała.
- Jak zawsze wszystko widzisz w czarnych barwach.- prychnął, ale miała rację.
- Mam doświadczenie.- rzuciła krótko. Jego wzrok powędrował na szyję, gdzie odznaczała się blizna po ranie. Każdy by mógł tak pomyśleć, ale to nie była zwyczajna rana. Wampir rozszarpał jej gardło, wtapiając swoje kły w nie. Z trudem uszła z życiem, ale zabiła go. Przyszła do niego z krwawiącym gardłem. Nie mogła mówić, trzymając się za nie. Krew płynęła strumieniem na jego podłogę. Na samo wspomnienie wzdrygnął się. Tak zakończyła się chwila nieuwagi Sakury. Do dziś nie mógł wyjść z podziwu, że udało się jej dojść do niego. Mówiła, że nie czuła wtedy bólu. W jej żyłach płynęła adrenalina, więc tutaj doszła. A potem nie pamiętała nic. Tylko jak obudziła się w szpitalu. Wcale się jej nie dziwił. Przeżyła, ale paskudna blizna pozostała jej na zawsze.
- No tak.- chrząknął, przerywając milczenie.
- Idziesz czy nie? – pochyliła się nad nim, rzucając cień na jego twarz.
- Zasłaniasz mi słońce.
- Naruto.- pacnęła go w ramię.
- Auć! – pomasował ramię.- za co? – posłał jej urażone spojrzenie.
- Słyszałeś co mówiłam?
- Tak.- mruknął.
- Więc się ruszaj.- wstała.- bo ja stąd idę. To tylko kwestia czasu, gdy zrobi się ciemno i zaczną polować.- rozglądała się zdenerwowana w poszukiwaniu jakiegokolwiek ruchu, ale niczego nie dostrzegła.
- Wyluzuj.- machnął ręką, ale posłusznie wstał.
- Wyluzować? – rzuciła mu ostre spojrzenie.
- No tak. Nic nam nie groził.- powiedział z pewnością w głosie. Jej oczy zwężyły się dwie szparki. Zrozumiał, że nadepnął na czułą strunę, lecz nie zamierzał się wycofywać.
- To, że jest dzień i nie widać ich na otwartej przestrzeni nie oznacza że nie ma ich gdzieś w pobliżu. Mogą być w zaułku lub w którymś z opuszczonych domów i obserwować nas. Czekają tylko na chwilę naszej nieuwagi.- wysyczała. Nie lubiła, gdy przyjaciel był taki nieostrożny zwłaszcza że znajdowali się blisko mur. Przyjrzała mu się. Był gruby i gładki, nie mówiąc już o wysokości ale wampiry zawsze znalazły jakieś uszczerbek. Wabiły swym wyglądem i zatapiały kły w szyi ofiary. Ona zapłaciła za to surową cenę. Odruchowo złapała się za szyję i wzdrygnęła na samo wspomnienie.
- Dobra, wracajmy.- skapitulował.
- W końcu. Czeka nas długa droga.- rzekła różowowłosa. Uzumaki wbił spojrzenie w sylwetkę przyjaciółki. Nic nie zostało z wesołej i beztroskiej dziewczyny, którą była kiedyś. Atak wampira ją odmienił. Stała się czujna i ostrożna. Nigdy nie opuszczała gardy. Trochę przesadzała, ale nieraz jej przezorność i czujność uratowały im życie. Znał ją od dzieciństwa. Bawili się razem, chodzili do tych samych szkół. Pamiętał czasy, gdy byli jeszcze bezpieczni. Wtedy nie zdawali sobie, że tuż obok nich żyją wampiry. Pozostawały wtedy w ukryciu, lecz jeden szalony wampir postanowił się ujawnić. Zaczęło się od bestialskich morderstw, których ofiarą padały młode kobiety. Znajdywano je ciała bez kropli krwi, nieżywe a ich zastygłe w przerażeniu twarze wpatrywały się pustymi oczami przed siebie. Nie mógł się pozbyć tego obrazu z głowy. Miał wtedy siedem lat. I nagle policja go znalazła i złapała. Człowiek ów znany jako Madara Uchiha na żywo, złapał policjanta i na oczach wszystkich telewidzów wypił jego krew. Oficer padł bez życia na chodnik. Wybuchała panika, a on tylko się roześmiał i rozpoczął polowanie wraz z armią wampirów, która czekała na jego znak. To była pułapka. To co zobaczył w telewizji wtedy to była rzeź. Nigdy tego nie zapomni. Madara przejął kontrolę nad miastem i tak było do dziś. Populacja ludności malała. Okazało się, że nie byli jedynym miastem, które zniewolił. Wkrótce poszerzył swą władzę i wypuścił swoją armię. Z Ameryk nic nie zostało. Światowa potęga zamieniła się w ruinę. Nie mówiąc już o innych kontynentach. Potrząsnął głową. To była przeszłość. Teraz on i Sakura studiowali na Tokijskim Uniwersytecie. Jedynym w mieście, którego nie zamknięto. Mało kto opuszczał miasto. Trzeba było mieć przepustkę, ale nawet ona nie gwarantowała bezpieczeństwa. Gdy ktoś wyszedł poza mury już nie wracał dlatego nikt tego nie robił. Ludzie się bali.
- Naruto!!! – krzyknęła do niego, sprowadzając go na ziemię.
- Co?
- Chodź.- wtedy zorientował się, że stoi w miejscu i wpatruje się bezmyślnym wzrokiem w kępkę trawy. Mało co tutaj rosło. Sakura czekała na niego zniecierpliwiona.
- Idę, idę!!! – odkrzyknął, podbiegając do niej.

- Myślałam, że nie zdążymy. Tak się guzdrałeś, bo ślimak byłby szybszy.- skomentowała.
- Ej.- oburzył się.- starałem się. Nie jestem takim zapalonym biegaczem jak ty.- codziennie rano Haruno biegała by być w dobrej formie.
- Lubię to.- wzruszył ramionami.
- Nawet gdyby to nic nam by nie groziło.- zamarła słysząc to. Odwróciła się błyskawicznie w jego kierunku.
- Co masz na myśli? – spytała złowróżbnym tonem.
- Mamy przecież ich.
- Ich? – uniosła brew.
- No wiesz…- zaczął nerwowo jąkać się pod czujnym spojrzeniem jej oczu.
- Powiedź to wreszcie.
- Anioły Ciemności by nas ochroniły.- prychnęła lekceważąco.
- Nie liczyłabym na nich.
- Dlaczego jesteś sceptyczna?
- Nie uratują nas wszystkich. Każdej nocy w mieście ginie około 50% ludzi. Nie możemy ciągle na nich liczyć. Fakt zachowują się jak superbohaterowie i w ogóle, lecz musimy także umieć ochronić siebie. Poza tym co o nich wiesz? Widziałeś ich twarze? – dostrzegła wyraz jego twarzy.- no właśnie. Oni brzmią jak legenda. Nikt ich nie widział. Tylko cień. Pojawiają się i znikają bez słowa.- dodała.
- Prawda, ale w każdej legendzie jest ziarnko prawdy czyż nie? – westchnęła. Tutaj nie mogła się z nim nie zgodzić.
- Racja.- zgodziła się niechętnie.- ale nie mam zamiaru czekać, aż przyjdą mi na ratunek gdy wampir zrobi sobie ze mnie kolację. Zamierzam się bronić.- oświadczyła dobitnie.
- Zostawmy ten temat.- zawsze poróżniają się jeśli chodzi o tą kwestię.
- Może w końcu pójdziesz po rozum do głowy.- mruknęła.
- Mówiłaś coś?
- Nic.
- Musiało mi się zdawać.- dogonił ją. Teraz szli krok w krok.


Siedział na kanapie i popijał krew z lampki. Musiał przyznać, że była smaczna. Żywa i słodka jak miód. Właśnie taką lubił najbardziej. Najlepiej smakowała mu krew nastolatek. Były takie delikatne i kruche, ale krew miały doskonałą. Niedawno się obudził.
- Sasuke-sama.- drzwi otworzyły się cicho. Spojrzał na swego podwładnego. Był człowiek, ale chciał być wampirem i na razie był „na stażu” służył mu.
- O co chodzi Kiba? – padło z jego ust.- oby było to coś ważnego.
- Zginęli kolejni.- takich nowin nie lubił. Zacisnął dłoń na kieliszku.
- Ilu?
- Sześciu panie.
- Dopiero się noc zaczęła, a już tylu?
- Tak.
- Czy to znowu ten Anioł Ciemności? – niemal wyplunął te słowo z pogardą.
- Tak.
- Ktoś widział jak wyglądał?
- Nie.
- Żadnych znaków szczególnych czy coś? – patrzyła na szatyna przez pryzmat kieliszka. Jego twarz była zniekształcona przez szkło, lecz pomimo tego widział go doskonale.
- Nic.- pokręcił głową.
- Zostaw mnie samego.- rzucił.
- Dobrze..
- Zaczekaj.- zmienił zdanie.
- Przynieś mi jeszcze krew tej dziewczyny. Mam nadzieję, że jeszcze żyje? – z lochów nieraz dobiegały krzyki i jęki rozpaczy jego ofiar. To była dla niego muzyka. Tam przetrzymywał „jedzenie”.
- Żyje panie.
- Świetnie.- rzucił.- możesz odejść.- ukłonił się lekko i wyszedł. Znowu ten zabójca jego ludzi. Nienawidził tego Anioła kimkolwiek on był. Wygląda na to, że będzie musiał się nim zająć.
- Dopadnę cię.- powiedział, wpatrując się w okno.- gdziekolwiek jesteś. Miej się na baczności.- rzucił.


Mam nadzieję, że wam się spodoba. Na dwóch moich pozostałych blogach też pojawiły się newsy. Do zobaczenia za miesiąc!!!;p Miyako-chan.