sobota, 26 października 2013

1



Niebieskie tęczówki wpatrywały się w lazurowe niebo. Nie miał ochotę nic robić tylko położyć się na plecach i odpoczywać. Miał właśnie zamiar to zrobić, gdy usłyszał obok siebie kobiecy głos:
- To co zamierzasz zrobić jest głupie.- zirytował się. Nawet nie usłyszał kiedy nadeszła.
- A niby skąd wiesz? – spojrzał na koleżankę.
- Stąd, że one tylko czekają na chwilę nieuwagi.- skomentowała.
- Jak zawsze wszystko widzisz w czarnych barwach.- prychnął, ale miała rację.
- Mam doświadczenie.- rzuciła krótko. Jego wzrok powędrował na szyję, gdzie odznaczała się blizna po ranie. Każdy by mógł tak pomyśleć, ale to nie była zwyczajna rana. Wampir rozszarpał jej gardło, wtapiając swoje kły w nie. Z trudem uszła z życiem, ale zabiła go. Przyszła do niego z krwawiącym gardłem. Nie mogła mówić, trzymając się za nie. Krew płynęła strumieniem na jego podłogę. Na samo wspomnienie wzdrygnął się. Tak zakończyła się chwila nieuwagi Sakury. Do dziś nie mógł wyjść z podziwu, że udało się jej dojść do niego. Mówiła, że nie czuła wtedy bólu. W jej żyłach płynęła adrenalina, więc tutaj doszła. A potem nie pamiętała nic. Tylko jak obudziła się w szpitalu. Wcale się jej nie dziwił. Przeżyła, ale paskudna blizna pozostała jej na zawsze.
- No tak.- chrząknął, przerywając milczenie.
- Idziesz czy nie? – pochyliła się nad nim, rzucając cień na jego twarz.
- Zasłaniasz mi słońce.
- Naruto.- pacnęła go w ramię.
- Auć! – pomasował ramię.- za co? – posłał jej urażone spojrzenie.
- Słyszałeś co mówiłam?
- Tak.- mruknął.
- Więc się ruszaj.- wstała.- bo ja stąd idę. To tylko kwestia czasu, gdy zrobi się ciemno i zaczną polować.- rozglądała się zdenerwowana w poszukiwaniu jakiegokolwiek ruchu, ale niczego nie dostrzegła.
- Wyluzuj.- machnął ręką, ale posłusznie wstał.
- Wyluzować? – rzuciła mu ostre spojrzenie.
- No tak. Nic nam nie groził.- powiedział z pewnością w głosie. Jej oczy zwężyły się dwie szparki. Zrozumiał, że nadepnął na czułą strunę, lecz nie zamierzał się wycofywać.
- To, że jest dzień i nie widać ich na otwartej przestrzeni nie oznacza że nie ma ich gdzieś w pobliżu. Mogą być w zaułku lub w którymś z opuszczonych domów i obserwować nas. Czekają tylko na chwilę naszej nieuwagi.- wysyczała. Nie lubiła, gdy przyjaciel był taki nieostrożny zwłaszcza że znajdowali się blisko mur. Przyjrzała mu się. Był gruby i gładki, nie mówiąc już o wysokości ale wampiry zawsze znalazły jakieś uszczerbek. Wabiły swym wyglądem i zatapiały kły w szyi ofiary. Ona zapłaciła za to surową cenę. Odruchowo złapała się za szyję i wzdrygnęła na samo wspomnienie.
- Dobra, wracajmy.- skapitulował.
- W końcu. Czeka nas długa droga.- rzekła różowowłosa. Uzumaki wbił spojrzenie w sylwetkę przyjaciółki. Nic nie zostało z wesołej i beztroskiej dziewczyny, którą była kiedyś. Atak wampira ją odmienił. Stała się czujna i ostrożna. Nigdy nie opuszczała gardy. Trochę przesadzała, ale nieraz jej przezorność i czujność uratowały im życie. Znał ją od dzieciństwa. Bawili się razem, chodzili do tych samych szkół. Pamiętał czasy, gdy byli jeszcze bezpieczni. Wtedy nie zdawali sobie, że tuż obok nich żyją wampiry. Pozostawały wtedy w ukryciu, lecz jeden szalony wampir postanowił się ujawnić. Zaczęło się od bestialskich morderstw, których ofiarą padały młode kobiety. Znajdywano je ciała bez kropli krwi, nieżywe a ich zastygłe w przerażeniu twarze wpatrywały się pustymi oczami przed siebie. Nie mógł się pozbyć tego obrazu z głowy. Miał wtedy siedem lat. I nagle policja go znalazła i złapała. Człowiek ów znany jako Madara Uchiha na żywo, złapał policjanta i na oczach wszystkich telewidzów wypił jego krew. Oficer padł bez życia na chodnik. Wybuchała panika, a on tylko się roześmiał i rozpoczął polowanie wraz z armią wampirów, która czekała na jego znak. To była pułapka. To co zobaczył w telewizji wtedy to była rzeź. Nigdy tego nie zapomni. Madara przejął kontrolę nad miastem i tak było do dziś. Populacja ludności malała. Okazało się, że nie byli jedynym miastem, które zniewolił. Wkrótce poszerzył swą władzę i wypuścił swoją armię. Z Ameryk nic nie zostało. Światowa potęga zamieniła się w ruinę. Nie mówiąc już o innych kontynentach. Potrząsnął głową. To była przeszłość. Teraz on i Sakura studiowali na Tokijskim Uniwersytecie. Jedynym w mieście, którego nie zamknięto. Mało kto opuszczał miasto. Trzeba było mieć przepustkę, ale nawet ona nie gwarantowała bezpieczeństwa. Gdy ktoś wyszedł poza mury już nie wracał dlatego nikt tego nie robił. Ludzie się bali.
- Naruto!!! – krzyknęła do niego, sprowadzając go na ziemię.
- Co?
- Chodź.- wtedy zorientował się, że stoi w miejscu i wpatruje się bezmyślnym wzrokiem w kępkę trawy. Mało co tutaj rosło. Sakura czekała na niego zniecierpliwiona.
- Idę, idę!!! – odkrzyknął, podbiegając do niej.

- Myślałam, że nie zdążymy. Tak się guzdrałeś, bo ślimak byłby szybszy.- skomentowała.
- Ej.- oburzył się.- starałem się. Nie jestem takim zapalonym biegaczem jak ty.- codziennie rano Haruno biegała by być w dobrej formie.
- Lubię to.- wzruszył ramionami.
- Nawet gdyby to nic nam by nie groziło.- zamarła słysząc to. Odwróciła się błyskawicznie w jego kierunku.
- Co masz na myśli? – spytała złowróżbnym tonem.
- Mamy przecież ich.
- Ich? – uniosła brew.
- No wiesz…- zaczął nerwowo jąkać się pod czujnym spojrzeniem jej oczu.
- Powiedź to wreszcie.
- Anioły Ciemności by nas ochroniły.- prychnęła lekceważąco.
- Nie liczyłabym na nich.
- Dlaczego jesteś sceptyczna?
- Nie uratują nas wszystkich. Każdej nocy w mieście ginie około 50% ludzi. Nie możemy ciągle na nich liczyć. Fakt zachowują się jak superbohaterowie i w ogóle, lecz musimy także umieć ochronić siebie. Poza tym co o nich wiesz? Widziałeś ich twarze? – dostrzegła wyraz jego twarzy.- no właśnie. Oni brzmią jak legenda. Nikt ich nie widział. Tylko cień. Pojawiają się i znikają bez słowa.- dodała.
- Prawda, ale w każdej legendzie jest ziarnko prawdy czyż nie? – westchnęła. Tutaj nie mogła się z nim nie zgodzić.
- Racja.- zgodziła się niechętnie.- ale nie mam zamiaru czekać, aż przyjdą mi na ratunek gdy wampir zrobi sobie ze mnie kolację. Zamierzam się bronić.- oświadczyła dobitnie.
- Zostawmy ten temat.- zawsze poróżniają się jeśli chodzi o tą kwestię.
- Może w końcu pójdziesz po rozum do głowy.- mruknęła.
- Mówiłaś coś?
- Nic.
- Musiało mi się zdawać.- dogonił ją. Teraz szli krok w krok.


Siedział na kanapie i popijał krew z lampki. Musiał przyznać, że była smaczna. Żywa i słodka jak miód. Właśnie taką lubił najbardziej. Najlepiej smakowała mu krew nastolatek. Były takie delikatne i kruche, ale krew miały doskonałą. Niedawno się obudził.
- Sasuke-sama.- drzwi otworzyły się cicho. Spojrzał na swego podwładnego. Był człowiek, ale chciał być wampirem i na razie był „na stażu” służył mu.
- O co chodzi Kiba? – padło z jego ust.- oby było to coś ważnego.
- Zginęli kolejni.- takich nowin nie lubił. Zacisnął dłoń na kieliszku.
- Ilu?
- Sześciu panie.
- Dopiero się noc zaczęła, a już tylu?
- Tak.
- Czy to znowu ten Anioł Ciemności? – niemal wyplunął te słowo z pogardą.
- Tak.
- Ktoś widział jak wyglądał?
- Nie.
- Żadnych znaków szczególnych czy coś? – patrzyła na szatyna przez pryzmat kieliszka. Jego twarz była zniekształcona przez szkło, lecz pomimo tego widział go doskonale.
- Nic.- pokręcił głową.
- Zostaw mnie samego.- rzucił.
- Dobrze..
- Zaczekaj.- zmienił zdanie.
- Przynieś mi jeszcze krew tej dziewczyny. Mam nadzieję, że jeszcze żyje? – z lochów nieraz dobiegały krzyki i jęki rozpaczy jego ofiar. To była dla niego muzyka. Tam przetrzymywał „jedzenie”.
- Żyje panie.
- Świetnie.- rzucił.- możesz odejść.- ukłonił się lekko i wyszedł. Znowu ten zabójca jego ludzi. Nienawidził tego Anioła kimkolwiek on był. Wygląda na to, że będzie musiał się nim zająć.
- Dopadnę cię.- powiedział, wpatrując się w okno.- gdziekolwiek jesteś. Miej się na baczności.- rzucił.


Mam nadzieję, że wam się spodoba. Na dwóch moich pozostałych blogach też pojawiły się newsy. Do zobaczenia za miesiąc!!!;p Miyako-chan.