Niebieskie tęczówki
wpatrywały się w lazurowe niebo. Nie miał ochotę nic robić tylko położyć się na
plecach i odpoczywać. Miał właśnie zamiar to zrobić, gdy usłyszał obok siebie
kobiecy głos:
- To co zamierzasz
zrobić jest głupie.- zirytował się. Nawet nie usłyszał kiedy nadeszła.
- A niby skąd wiesz?
– spojrzał na koleżankę.
- Stąd, że one tylko
czekają na chwilę nieuwagi.- skomentowała.
- Jak zawsze wszystko
widzisz w czarnych barwach.- prychnął, ale miała rację.
- Mam doświadczenie.-
rzuciła krótko. Jego wzrok powędrował na szyję, gdzie odznaczała się blizna po
ranie. Każdy by mógł tak pomyśleć, ale to nie była zwyczajna rana. Wampir
rozszarpał jej gardło, wtapiając swoje kły w nie. Z trudem uszła z życiem, ale
zabiła go. Przyszła do niego z krwawiącym gardłem. Nie mogła mówić, trzymając
się za nie. Krew płynęła strumieniem na jego podłogę. Na samo wspomnienie
wzdrygnął się. Tak zakończyła się chwila nieuwagi Sakury. Do dziś nie mógł
wyjść z podziwu, że udało się jej dojść do niego. Mówiła, że nie czuła wtedy
bólu. W jej żyłach płynęła adrenalina, więc tutaj doszła. A potem nie pamiętała
nic. Tylko jak obudziła się w szpitalu. Wcale się jej nie dziwił. Przeżyła, ale
paskudna blizna pozostała jej na zawsze.
- No tak.- chrząknął,
przerywając milczenie.
- Idziesz czy nie? –
pochyliła się nad nim, rzucając cień na jego twarz.
- Zasłaniasz mi
słońce.
- Naruto.- pacnęła go
w ramię.
- Auć! – pomasował
ramię.- za co? – posłał jej urażone spojrzenie.
- Słyszałeś co
mówiłam?
- Tak.- mruknął.
- Więc się ruszaj.-
wstała.- bo ja stąd idę. To tylko kwestia czasu, gdy zrobi się ciemno i zaczną
polować.- rozglądała się zdenerwowana w poszukiwaniu jakiegokolwiek ruchu, ale
niczego nie dostrzegła.
- Wyluzuj.- machnął
ręką, ale posłusznie wstał.
- Wyluzować? –
rzuciła mu ostre spojrzenie.
- No tak. Nic nam nie
groził.- powiedział z pewnością w głosie. Jej oczy zwężyły się dwie szparki.
Zrozumiał, że nadepnął na czułą strunę, lecz nie zamierzał się wycofywać.
- To, że jest dzień i
nie widać ich na otwartej przestrzeni nie oznacza że nie ma ich gdzieś w
pobliżu. Mogą być w zaułku lub w którymś z opuszczonych domów i obserwować nas.
Czekają tylko na chwilę naszej nieuwagi.- wysyczała. Nie lubiła, gdy przyjaciel
był taki nieostrożny zwłaszcza że znajdowali się blisko mur. Przyjrzała mu się.
Był gruby i gładki, nie mówiąc już o wysokości ale wampiry zawsze znalazły
jakieś uszczerbek. Wabiły swym wyglądem i zatapiały kły w szyi ofiary. Ona
zapłaciła za to surową cenę. Odruchowo złapała się za szyję i wzdrygnęła na
samo wspomnienie.
- Dobra, wracajmy.-
skapitulował.
- W końcu. Czeka nas
długa droga.- rzekła różowowłosa. Uzumaki wbił spojrzenie w sylwetkę
przyjaciółki. Nic nie zostało z wesołej i beztroskiej dziewczyny, którą była
kiedyś. Atak wampira ją odmienił. Stała się czujna i ostrożna. Nigdy nie
opuszczała gardy. Trochę przesadzała, ale nieraz jej przezorność i czujność
uratowały im życie. Znał ją od dzieciństwa. Bawili się razem, chodzili do tych
samych szkół. Pamiętał czasy, gdy byli jeszcze bezpieczni. Wtedy nie zdawali
sobie, że tuż obok nich żyją wampiry. Pozostawały wtedy w ukryciu, lecz jeden
szalony wampir postanowił się ujawnić. Zaczęło się od bestialskich morderstw,
których ofiarą padały młode kobiety. Znajdywano je ciała bez kropli krwi,
nieżywe a ich zastygłe w przerażeniu twarze wpatrywały się pustymi oczami przed
siebie. Nie mógł się pozbyć tego obrazu z głowy. Miał wtedy siedem lat. I nagle
policja go znalazła i złapała. Człowiek ów znany jako Madara Uchiha na żywo,
złapał policjanta i na oczach wszystkich telewidzów wypił jego krew. Oficer
padł bez życia na chodnik. Wybuchała panika, a on tylko się roześmiał i
rozpoczął polowanie wraz z armią wampirów, która czekała na jego znak. To była
pułapka. To co zobaczył w telewizji wtedy to była rzeź. Nigdy tego nie zapomni.
Madara przejął kontrolę nad miastem i tak było do dziś. Populacja ludności
malała. Okazało się, że nie byli jedynym miastem, które zniewolił. Wkrótce poszerzył
swą władzę i wypuścił swoją armię. Z Ameryk nic nie zostało. Światowa potęga
zamieniła się w ruinę. Nie mówiąc już o innych kontynentach. Potrząsnął głową.
To była przeszłość. Teraz on i Sakura studiowali na Tokijskim Uniwersytecie.
Jedynym w mieście, którego nie zamknięto. Mało kto opuszczał miasto. Trzeba
było mieć przepustkę, ale nawet ona nie gwarantowała bezpieczeństwa. Gdy ktoś
wyszedł poza mury już nie wracał dlatego nikt tego nie robił. Ludzie się bali.
- Naruto!!! –
krzyknęła do niego, sprowadzając go na ziemię.
- Co?
- Chodź.- wtedy
zorientował się, że stoi w miejscu i wpatruje się bezmyślnym wzrokiem w kępkę
trawy. Mało co tutaj rosło. Sakura czekała na niego zniecierpliwiona.
- Idę, idę!!! –
odkrzyknął, podbiegając do niej.
- Myślałam, że nie
zdążymy. Tak się guzdrałeś, bo ślimak byłby szybszy.- skomentowała.
- Ej.- oburzył się.-
starałem się. Nie jestem takim zapalonym biegaczem jak ty.- codziennie rano
Haruno biegała by być w dobrej formie.
- Lubię to.- wzruszył
ramionami.
- Nawet gdyby to nic
nam by nie groziło.- zamarła słysząc to. Odwróciła się błyskawicznie w jego
kierunku.
- Co masz na myśli? –
spytała złowróżbnym tonem.
- Mamy przecież ich.
- Ich? – uniosła
brew.
- No wiesz…- zaczął
nerwowo jąkać się pod czujnym spojrzeniem jej oczu.
- Powiedź to
wreszcie.
- Anioły Ciemności by
nas ochroniły.- prychnęła lekceważąco.
- Nie liczyłabym na
nich.
- Dlaczego jesteś
sceptyczna?
- Nie uratują nas
wszystkich. Każdej nocy w mieście ginie około 50% ludzi. Nie możemy ciągle na
nich liczyć. Fakt zachowują się jak superbohaterowie i w ogóle, lecz musimy
także umieć ochronić siebie. Poza tym co o nich wiesz? Widziałeś ich twarze? –
dostrzegła wyraz jego twarzy.- no właśnie. Oni brzmią jak legenda. Nikt ich nie
widział. Tylko cień. Pojawiają się i znikają bez słowa.- dodała.
- Prawda, ale w
każdej legendzie jest ziarnko prawdy czyż nie? – westchnęła. Tutaj nie mogła
się z nim nie zgodzić.
- Racja.- zgodziła
się niechętnie.- ale nie mam zamiaru czekać, aż przyjdą mi na ratunek gdy
wampir zrobi sobie ze mnie kolację. Zamierzam się bronić.- oświadczyła
dobitnie.
- Zostawmy ten
temat.- zawsze poróżniają się jeśli chodzi o tą kwestię.
- Może w końcu
pójdziesz po rozum do głowy.- mruknęła.
- Mówiłaś coś?
- Nic.
- Musiało mi się
zdawać.- dogonił ją. Teraz szli krok w krok.
Siedział na kanapie i
popijał krew z lampki. Musiał przyznać, że była smaczna. Żywa i słodka jak
miód. Właśnie taką lubił najbardziej. Najlepiej smakowała mu krew nastolatek.
Były takie delikatne i kruche, ale krew miały doskonałą. Niedawno się obudził.
- Sasuke-sama.- drzwi
otworzyły się cicho. Spojrzał na swego podwładnego. Był człowiek, ale chciał
być wampirem i na razie był „na stażu” służył mu.
- O co chodzi Kiba? –
padło z jego ust.- oby było to coś ważnego.
- Zginęli kolejni.-
takich nowin nie lubił. Zacisnął dłoń na kieliszku.
- Ilu?
- Sześciu panie.
- Dopiero się noc
zaczęła, a już tylu?
- Tak.
- Czy to znowu ten
Anioł Ciemności? – niemal wyplunął te słowo z pogardą.
- Tak.
- Ktoś widział jak
wyglądał?
- Nie.
- Żadnych znaków
szczególnych czy coś? – patrzyła na szatyna przez pryzmat kieliszka. Jego twarz
była zniekształcona przez szkło, lecz pomimo tego widział go doskonale.
- Nic.- pokręcił
głową.
- Zostaw mnie
samego.- rzucił.
- Dobrze..
- Zaczekaj.- zmienił
zdanie.
- Przynieś mi jeszcze
krew tej dziewczyny. Mam nadzieję, że jeszcze żyje? – z lochów nieraz dobiegały
krzyki i jęki rozpaczy jego ofiar. To była dla niego muzyka. Tam przetrzymywał
„jedzenie”.
- Żyje panie.
- Świetnie.- rzucił.-
możesz odejść.- ukłonił się lekko i wyszedł. Znowu ten zabójca jego ludzi.
Nienawidził tego Anioła kimkolwiek on był. Wygląda na to, że będzie musiał się
nim zająć.
- Dopadnę cię.-
powiedział, wpatrując się w okno.- gdziekolwiek jesteś. Miej się na baczności.-
rzucił.
Mam nadzieję, że wam się spodoba. Na dwóch moich pozostałych blogach też pojawiły się newsy. Do zobaczenia za miesiąc!!!;p Miyako-chan.