poniedziałek, 23 grudnia 2013

4



Odetchnęła z ulgą. Zabiła wampira i teraz była bezpieczna. Właśnie dlatego nienawidziła chodzić nocą po mieście. Drapieżniki tylko czyhały na takie ofiary jak ona. Na szczęście skończyło się to źle dla wampira.                                                                                                                                                                                                                    – Masz za swoje.- skomentowała, patrząc na kupkę popiołu. Miała już ją kopnąć, ale powstrzymała się. Miała szacunek dla zmarłych nawet jeśli ten pył był kiedyś wampirem.  Odwróciła się i ruszyła po swój koszyk. Uklękła, po czym chwyciła ów przedmiot i zaczęła wkładać do niego porozrzucane zioła. A potem miała szybko zniknąć w bramie i zaszyć w swym przytulnym mieszkanku.  I wtedy to znów poczuła. Zmarszczyła brwi, ale dalej zbierała udając że niczego nie poczuła. Ale wiedziała. Był tutaj drugi wampir. Obserwował ją i czekał. Ona się tak łatwo nie da. Gdy skończyła wstała z klęczek i odwróciła się by móc zaatakować napastnika, ale jej ręka została zatrzymana. Próbowała się wyrwać, ale on był silniejszy. Spojrzała na niego ze złością.                                                                                                                       – Całkiem nieźle, ale na mnie te sztuczki nie działają.- rzucił, trzymając jej rękę. Był pod wrażeniem. Zabiła tamtego bez mrugnięcia oka. Była przygotowana, ale co dziwniejsze nie czuł jej strachu czy lęku. Nawet najmniejszego. Tylko spokój i opanowanie. Jedynie co teraz wyczuwał to jej gniew. I to całkiem spory. Nie bała się go. Wiedziała, że ją obserwuje, lecz udawała że tego nie zauważyła i robiła swoje. Wyczuła, że stoi za nią i zaatakowała go. Spojrzał na zaostrzony kołek wykonany z osikowego drewna. Taki był najskuteczniejszy i ofiara szybko zamieniła się w proch.- masz całkiem spory arsenał.- skomentował, zastanawiając się gdzie je chowa.                                                                                                                    
 – Na co czekasz? – odezwała się.                                                                                                                                                               -Co masz na myśli?                                                                                                                                                                                          - Dajmy sobie spokój. Po prostu zrób co masz zrobić, zdecyduj się i spieprzaj stąd. Spieszę się.- tego się nie spodziewał. Jeszcze przeklinała. Skrzywił się z niesmakiem. Nie lubił, gdy kobiety przeklinały. To do nich nie pasowało. To było takie brzydkie. Słowa wypływające z jej ust. Wzdrygnął się.                                                   
 – Kobieta nie powinna przeklinać.- rzucił. Prychnęła.                                                                                                                            
 – Od kiedy to dyskutujesz z jedzeniem? Czyżbyś był wampirem elegancikiem? Jesteś z pewnością wybredny.-odparła.                                                                                                                                                                                                            – Myślałem, że jesteś człowiekiem. Od kiedy to nazywasz siebie jedzeniem? Aż tak nisko upadłaś, że się tak sama nazwałaś? – padło z jego ust. Rozmowa na razie wydała mu się interesująca. Tak samo jak i dziewczyna, choć nie wyróżniała się urodą.                                                                                                  – Czy to ważne?  Dla was i tak jesteśmy posiłkiem na dwóch nogach. Lodówką czy spiżarką pełną ciepłej i smacznej krwi .- rzuciła szyderczo. Miała w tym rację. Dostrzegł nienawiść w jej oczach. Nienawidziła go zresztą jak wszyscy ludzie w tym mieście wampirów.                                                                                                                                                         – Nie będę zaprzeczał, ale sami nas zabijacie.- wskazał na kupkę popiołu.                                                                                                                                                          – A co? Miałam się dać zabić? Nie ma mowy.- czekała na odpowiedni moment. Jak reszta wampirów był atrakcyjny. Oczywiście o to chodziło. Ich uroda była ich bronią.  Nagle poczuła zimny dotyk na swej szyi. Przeszedł ją dreszcz obrzydzenia. Nie lubiła, gdy ktoś dotykał jej rany. A ten się na to odważył. Widocznie on także lubił zabawić się i porozmawiać z swą ofiarą zanim ją zje. To była odpowiednia chwila. Błyskawicznie wyciągnęła z kieszenie trzeci kołek, który pojawił się w jej dłoni, którą udało się jej wyrwać z uścisku, choć za drugą nadal ją trzymał. Myślał, że gdy złapie ją za obie to ją unieruchomi. I tu się mylił. Zdekoncentrował się na chwilę zainteresowany ją szramą na szyi. Wycelowała w serce. Kołek był tuż, tuż. Właśnie przedarł się przez materiał jego koszuli, ale dalej nagle się zatrzymał. Nie zagłębił się w jego ciele. Na nieszczęście poczuła mocny uchwyt. Parsknęła wściekła.                                                                                                                                                                                                           – Już coś kombinowałaś.- usłyszała. Popatrzyła na niego wściekła. – sprytna z ciebie dziewuszka.- rzucił rozbawiony całą sytuacją. Zaskoczyła go, ale był przygotowany na atak, choć koszula do niczego się nie nadawała. Jeszcze chwila i nic by z niego nie zostało.  Nie dawała za wygraną. Zastanawiał się czy powinien napić się jej krwi. Powąchał jej szyję.  Pachniała słodko niczym miód. Zastanawiał się czy smakowała tak samo. Sakura przestała się wyrywać i stała teraz spokojnie. Jej plan wziął łeb. Myślała teraz nad różnymi perspektywami uwolnienia się, ale straciła je. Teraz wampir będzie czujny. Przeklęła w myślach. Ten był silniejszy i nie tak zadufany w sobie jak tamten. Czuła jak wącha jej szyję.  No tak chciał sprawdzić jak pachnie, ale jej zapach czuł przecież z daleka. W sumie po co to robi może przecież wbić kły w jej szyję i spróbować. Przecież to ją czeka. Była żałosna. Tamtego pokonała w trymiga, a tutaj dała plamę. Pojawił się silniejszy, a teraz stanie się przekąską. Ale nie czuła strachu. Wiedziała, że ból nie potrwa długo. To tylko będzie chwila, gdy jej dusza opuści ciało. A ona będzie wolna. Zaraz, zaraz zganiła samą siebie. Tak łatwo się poddaje? To nie w jej stylu. Trochę za szybko się poddaje. Musi być jakiś sposób.                                                                                                                                                         - Skąd masz tą szramę? – padło z jego ust.                                                                                                                                                               – Pamiątka po twojej rasie.                                                                                                                                                                                                                – Wampir ci to zrobił?                                                                                                                                                                                                         - Nie wróżka.- zakpiła z niego. Zadawał takie głupie pytania, choć sam wiedział jaka jest prawda. Na pewno się domyślił.                                                                                                                                                                                                            – Rozszarpał ci gardło i pozostawił ledwo żywą? – był ciekaw jak to się stało. Jak doszło do tego zdarzenia.                                                                                                                                                                                                          – Pozostał tylko po nim pyłek, którego i tak już nie ma.- skwitowała.- więcej ci  nic nie powiem. Sam się dowiedz.- miała dosyć tej bezsensownej rozmowy.                                                                                                                                                   – I tak zrobię.- obiecał jej. Wkurzyła się jego bezczynnością. Spojrzała mu prosto w oczy i powiedziała wyraźnie:                                                                                                                                                     - Zdecyduj się na coś w końcu. Pijesz czy nie? – wygląda na to, że ma dość pomyślał ubawiony.                                                                                                                                                     – Skoro tak mówisz.- pochylił się. Przymknęła oczy gotowa na ból, ale usłyszała tylko jego szept przy swoim uchu:                                                                                                                                                - Jesteś odważna jak na człowieka. Tym razem puszczam cię wolno. Do następnego spotkania  Kwiatuszku.- uścisk zelżał. Była wolna. Gdy otworzyła oczy jego już nie było. Była zaskoczona, że ją puścił. Pozwolił jej odejść, ale te znikanie mógł sobie darować.                                                                                                                                                               – Typowe dla mężczyzn.- mruknęła, wzięła koszyk, schowała kołki i ruszyła w kierunku akademika.     

Uśmiechnął się lekko, gdy do jego uszu doszły jej słowa. Doprawdy nie spodziewał się, że spotka taką odważną dziewczynę w tym mieście. Tak był pochłonięty myślami o różowowłosej, że zapomniał o najważniejszym, a mianowicie „Aniołach”. Niedługo się pojawią, a kolejny przeraźliwy krzyk przeszyje powietrze zabijanego wampira. Jak na zawołanie usłyszał jeden.                                                                                                                                                             – Wygląda na to, że już zaczęły.- powiedział do siebie kierując się do źródła krzyku.                  
 Haruno weszła do mieszkania, gdzie na kanapie leżał rozwalony Naruto.                                                                                                                                                        –Hej.- odezwał się.- w końcu wróciłaś. Zaczynałem się martwić. Miałem właśnie wyjść i zacząć cię szukać.- dodał.                                                                                                                                                                                    – Bardzo się spieszyłeś.- prychnęła.- nie trzeba było. Dałem sobie radę.- rzuciła z przekąsem.                                                                  

 – To dobrze.- nawet jej nie zapytał.  – czy słyszałaś o...- nie dokończył, gdy nagle drzwi otworzyły się z trzaskiem i drzwiach stanęła osoba, której się w ogóle nie spodziewali.