Odetchnęła z ulgą. Zabiła wampira i teraz była bezpieczna.
Właśnie dlatego nienawidziła chodzić nocą po mieście. Drapieżniki tylko czyhały
na takie ofiary jak ona. Na szczęście skończyło się to źle dla wampira. –
Masz za swoje.- skomentowała, patrząc na kupkę popiołu. Miała już ją kopnąć,
ale powstrzymała się. Miała szacunek dla zmarłych nawet jeśli ten pył był
kiedyś wampirem. Odwróciła się i ruszyła
po swój koszyk. Uklękła, po czym chwyciła ów przedmiot i zaczęła wkładać do
niego porozrzucane zioła. A potem miała szybko zniknąć w bramie i zaszyć w swym
przytulnym mieszkanku. I wtedy to znów
poczuła. Zmarszczyła brwi, ale dalej zbierała udając że niczego nie poczuła.
Ale wiedziała. Był tutaj drugi wampir. Obserwował ją i czekał. Ona się tak
łatwo nie da. Gdy skończyła wstała z klęczek i odwróciła się by móc zaatakować
napastnika, ale jej ręka została zatrzymana. Próbowała się wyrwać, ale on był
silniejszy. Spojrzała na niego ze złością.
– Całkiem nieźle,
ale na mnie te sztuczki nie działają.- rzucił, trzymając jej rękę. Był pod
wrażeniem. Zabiła tamtego bez mrugnięcia oka. Była przygotowana, ale co
dziwniejsze nie czuł jej strachu czy lęku. Nawet najmniejszego. Tylko spokój i
opanowanie. Jedynie co teraz wyczuwał to jej gniew. I to całkiem spory. Nie
bała się go. Wiedziała, że ją obserwuje, lecz udawała że tego nie zauważyła i
robiła swoje. Wyczuła, że stoi za nią i zaatakowała go. Spojrzał na zaostrzony
kołek wykonany z osikowego drewna. Taki był najskuteczniejszy i ofiara szybko
zamieniła się w proch.- masz całkiem spory arsenał.- skomentował, zastanawiając
się gdzie je chowa.
– Na co czekasz?
– odezwała się. -Co masz na myśli? -
Dajmy sobie spokój. Po prostu zrób co masz zrobić, zdecyduj się i spieprzaj
stąd. Spieszę się.- tego się nie spodziewał. Jeszcze przeklinała. Skrzywił się
z niesmakiem. Nie lubił, gdy kobiety przeklinały. To do nich nie pasowało. To
było takie brzydkie. Słowa wypływające z jej ust. Wzdrygnął się.
– Kobieta nie powinna przeklinać.- rzucił. Prychnęła.
– Od kiedy to dyskutujesz z jedzeniem? Czyżbyś był wampirem
elegancikiem? Jesteś z pewnością wybredny.-odparła.
– Myślałem, że jesteś człowiekiem. Od kiedy to nazywasz siebie
jedzeniem? Aż tak nisko upadłaś, że się tak sama nazwałaś? – padło z jego ust.
Rozmowa na razie wydała mu się interesująca. Tak samo jak i dziewczyna, choć
nie wyróżniała się urodą. –
Czy to ważne? Dla was i tak jesteśmy
posiłkiem na dwóch nogach. Lodówką czy spiżarką pełną ciepłej i smacznej krwi
.- rzuciła szyderczo. Miała w tym rację. Dostrzegł nienawiść w jej oczach.
Nienawidziła go zresztą jak wszyscy ludzie w tym mieście wampirów.
– Nie będę zaprzeczał, ale sami nas zabijacie.- wskazał na kupkę
popiołu.
– A co? Miałam się dać zabić? Nie ma mowy.- czekała na odpowiedni
moment. Jak reszta wampirów był atrakcyjny. Oczywiście o to chodziło. Ich uroda
była ich bronią. Nagle poczuła zimny
dotyk na swej szyi. Przeszedł ją dreszcz obrzydzenia. Nie lubiła, gdy ktoś
dotykał jej rany. A ten się na to odważył. Widocznie on także lubił zabawić się
i porozmawiać z swą ofiarą zanim ją zje. To była odpowiednia chwila.
Błyskawicznie wyciągnęła z kieszenie trzeci kołek, który pojawił się w jej
dłoni, którą udało się jej wyrwać z uścisku, choć za drugą nadal ją trzymał.
Myślał, że gdy złapie ją za obie to ją unieruchomi. I tu się mylił.
Zdekoncentrował się na chwilę zainteresowany ją szramą na szyi. Wycelowała w
serce. Kołek był tuż, tuż. Właśnie przedarł się przez materiał jego koszuli,
ale dalej nagle się zatrzymał. Nie zagłębił się w jego ciele. Na nieszczęście
poczuła mocny uchwyt. Parsknęła wściekła. –
Już coś kombinowałaś.- usłyszała. Popatrzyła na niego wściekła. – sprytna z
ciebie dziewuszka.- rzucił rozbawiony całą sytuacją. Zaskoczyła go, ale był
przygotowany na atak, choć koszula do niczego się nie nadawała. Jeszcze chwila
i nic by z niego nie zostało. Nie dawała
za wygraną. Zastanawiał się czy powinien napić się jej krwi. Powąchał jej
szyję. Pachniała słodko niczym miód.
Zastanawiał się czy smakowała tak samo. Sakura przestała się wyrywać i stała
teraz spokojnie. Jej plan wziął łeb. Myślała teraz nad różnymi perspektywami uwolnienia
się, ale straciła je. Teraz wampir będzie czujny. Przeklęła w myślach. Ten był
silniejszy i nie tak zadufany w sobie jak tamten. Czuła jak wącha jej
szyję. No tak chciał sprawdzić jak
pachnie, ale jej zapach czuł przecież z daleka. W sumie po co to robi może
przecież wbić kły w jej szyję i spróbować. Przecież to ją czeka. Była żałosna.
Tamtego pokonała w trymiga, a tutaj dała plamę. Pojawił się silniejszy, a teraz
stanie się przekąską. Ale nie czuła strachu. Wiedziała, że ból nie potrwa
długo. To tylko będzie chwila, gdy jej dusza opuści ciało. A ona będzie wolna.
Zaraz, zaraz zganiła samą siebie. Tak łatwo się poddaje? To nie w jej stylu.
Trochę za szybko się poddaje. Musi być jakiś sposób.
- Skąd
masz tą szramę? – padło z jego ust.
– Pamiątka po twojej rasie. –
Wampir ci to zrobił? -
Nie wróżka.- zakpiła z niego. Zadawał takie głupie pytania, choć sam wiedział
jaka jest prawda. Na pewno się domyślił. –
Rozszarpał ci gardło i pozostawił ledwo żywą? – był ciekaw jak to się stało.
Jak doszło do tego zdarzenia.
– Pozostał tylko po nim pyłek, którego i tak już nie ma.- skwitowała.-
więcej ci nic nie powiem. Sam się
dowiedz.- miała dosyć tej bezsensownej rozmowy.
– I tak zrobię.-
obiecał jej. Wkurzyła się jego bezczynnością. Spojrzała mu prosto w oczy i
powiedziała wyraźnie:
-
Zdecyduj się na coś w końcu. Pijesz czy nie? – wygląda na to, że ma dość
pomyślał ubawiony.
– Skoro tak mówisz.- pochylił się. Przymknęła oczy gotowa na ból, ale
usłyszała tylko jego szept przy swoim uchu: -
Jesteś odważna jak na człowieka. Tym razem puszczam cię wolno. Do następnego
spotkania Kwiatuszku.- uścisk zelżał.
Była wolna. Gdy otworzyła oczy jego już nie było. Była zaskoczona, że ją
puścił. Pozwolił jej odejść, ale te znikanie mógł sobie darować.
– Typowe dla mężczyzn.- mruknęła, wzięła koszyk, schowała kołki i
ruszyła w kierunku akademika.
Uśmiechnął się lekko, gdy do jego uszu doszły jej słowa.
Doprawdy nie spodziewał się, że spotka taką odważną dziewczynę w tym mieście.
Tak był pochłonięty myślami o różowowłosej, że zapomniał o najważniejszym, a
mianowicie „Aniołach”. Niedługo się pojawią, a kolejny przeraźliwy krzyk
przeszyje powietrze zabijanego wampira. Jak na zawołanie usłyszał jeden.
– Wygląda na to, że już zaczęły.- powiedział do siebie kierując się do
źródła krzyku.
Haruno weszła do mieszkania, gdzie na kanapie leżał
rozwalony Naruto.
–Hej.- odezwał się.- w końcu wróciłaś. Zaczynałem się martwić. Miałem
właśnie wyjść i zacząć cię szukać.- dodał.
– Bardzo się
spieszyłeś.- prychnęła.- nie trzeba było. Dałem sobie radę.- rzuciła z
przekąsem.
– To dobrze.- nawet jej nie zapytał.
– czy słyszałaś o...- nie dokończył, gdy nagle drzwi otworzyły się z
trzaskiem i drzwiach stanęła osoba, której się w ogóle nie spodziewali.
Końcówka trochę zbiła mnie z tropu, ale podoba mi się. Czekam na next :D
OdpowiedzUsuń