Sakura odetchnęła z
ulgą, gdy znaleźli się bezpiecznie w Akademiku, który był skutecznie chroniony
i zamykany na noc. Posiadał wszelkie zabezpieczenia na noc i ciągle coś
dodawano, aż w końcu zaczął przypominać niezdobytą fortecę. No cóż ludzie w
tych czasach cenili sobie bezpieczeństwo i zdrowie niż bogactwo, ale nim więcej
ktoś miał pieniędzy mógł bardziej skutecznie bronić się przed wampirami. Lecz
najniższa warstwa społeczna, biedni mieli najgorzej. Wiedziała, że pijawki mogą
jakąś przejść przez bariery, ale i tak czuła się bezpiecznie.
- Nareszcie.- rzuciła
się na miękkie łóżko. Dzięki pieniądzom, które ona i Naruto zarobili mogli
bezpiecznie wynająć sobie mieszkanie. Cieszyła się w duchu, że ciągała nieraz
blondyna po różnych pracach. Opłaciło się i mają teraz odrobinę luksusu. A
oszczędzali sporo czasu. Zaczęli, gdy tylko poszli do gimnazjum. Odkładała ile
mogła na studia, bo wiedziała że jakiś zawód może ją uchronić przed biedą i
wampirami. Mieszkali razem. W przeszłości to byłoby nie do pomyślenia, ale
teraz było zupełnie inaczej. Miała ochotę przespać się trochę. Ostatnio dużo
ślęczała nad książkami z powodu końca semestru, ale udało się. I teraz chciała
się wyspać.- Naruto? – rzuciła sennie.
- O co chodzi? – jego
blond czupryna pojawiła się na widoku.
- Zdrzemnę się
trochę. Wychodzisz gdzieś?
- Nie.
- Nie masz randki z
Hinatą?
- Dzisiaj nie.
Hinatka jest zajęta sprawami swej rodziny. Niestety.- westchnął ciężko. No tak
prawie zapomniała o tym. Hinata Hyuuga jej najlepsza przyjaciółka, a zarazem
dziewczyna jej przyjaciela była granatowowłosą dziewczyną o białych oczach.
Pochodziła ze starej i potężnej rodziny. I co się z tym wiąże była bogata.
Pieniądze nie zepsuły ją czy coś. Zupełne przeciwieństwo. Była miła i często
martwiła się o niebieskookiego, który często pakował się w jakieś kłopoty.
Haruno tłumaczyła jej, żeby się nie przejmowała, bo u niego to normalne ale i
tak się zamartwiała. Problem tkwił w tym, że jej rodzina zajmowała się
zabijaniem wampirów. Nie miała nigdy czasu dla chłopaka. Oficjalnie porzucili
ten zawód przechodzący z pokolenia na pokolenie. Zaś nieoficjalnie białooka
przeszła odpowiednie szkolenie. Poza tym urodziła się z nadprzyrodzonymi
zdolnościami, czyli widziała i wiedziała więcej niż zwykli ludzie. Powiadano,
że posiada „trzecie oko”. Patrzyła zupełnie inaczej na świat niż oni. Czasem
zielonooka zazdrościła jej mocy, bo mogłaby się skuteczniej obronić, ale los
pokwapił jej tak przydatnej umiejętności i urody niestety nie. Czasem
przeklinała swój różowy kolor włosów. Były niesforne i w nic nie mogła jej
związać, bo zaraz psuły fryzurę. Żyły jakby swoim życiem. No cóż. Nic nie mogła
na to poradzić. Po prostu związywała je w warkocz. Raz próbowała je
przefarbować, ale wyszedł straszny, marchewkowy kolor. O ironio bardziej
rzucający się w oczy niż różowy. Przez cały ten czas dopóki farba nie zeszła,
nosiła na głowie chustki i różnego rodzaju kapelusze.
- Nie wiń jej za to.
Jest po prostu zajęta.
- Wiem o tym. Tak czy
owak co chciałaś? – zmienił temat.
- Nie wychodzisz
nigdzie prawda?
- Jak mówiłem
wcześniej nie.
- To dobrze.-
opatuliła się szczelnie kołdrą.
- Co takiego? –
zirytował się.
- Przestań. Dobrze
wiesz, że nie chodzi mi o to. Jakby coś się stało czy ktoś przyszedł, to mnie
obudź. Dobra? – oczy się jej już
zamykały.
- Zrozumiałem. Śpij
już.- zamierzał skończyć swój referat, który zaczął lecz jeszcze go nie
zakończył. Akurat dzisiaj mu się uda.
- W takim razie
dobranoc.- zamknęła oczy. Niedługo potem odpłynęła do krainy snów, uspokojona
że nie jest sama i ktoś będzie czuwał.
Sasuke wybrał się na
polowanie. W sumie w lochu miał parę ładnych zdobyczy, ale one były pożywieniem
na miejscu. Poza tym potrzebował adrenaliny, pościgu za ofiarę. To był
dreszczyk emocji. Musiał odpowiednio wybrać jedzenie, a by najodpowiedniejszym
miejscem by je znaleźć był klub, który był pełen dziwadeł i było w czym przebierać.
Na swój cel wybrał „Angel” ku ironii losu. O mało nie parsknął śmiechem.
- Żenująca nazwa.- skwitował,
przechodząc obok potężnie zbudowanego bramkarza w okularach i ogolonego na
łyso. Był stałym bywalcem, więc nawet tamten nie drgnął, gdy przechodził.- hej
Cerberze.- to była jego ksywka. Olbrzym kiwnął mu tylko głową na znak
powitania, po czym zaczął sprawdzać ludzi czekających przed klubem w kolejce.
Posyłali mu zazdrosne spojrzenia, ale zazwyczaj przeważały zachwycone
spojrzenia dziewcząt. O to mu właśnie chodziło. Uwielbiał kobiety i ich krew
pijał. Były delikatniejsze i smaczniejsze niż mężczyźni, którymi pogardzał jako
posiłek. Jak musiał to się napił. Lecz była obrzydliwa. W klubie o dziwo
natknął się na Kibę. Wcale się nie zdziwił. Inuzuka był typem podrywacza, który
uwodził kobiety, sypiał z nimi i wypijał krew do cna, pozostawiając pustą
powłokę. Zdecydowanie lubił się bawić.
- Cześć Sas.-
przywitał go szatyn, który obejmował dziewczynę o krótkich czerwonych włosach.
Była już nieźle na haju.
- Hej.- odparł
krótko, przysiadając się do jego stolika.
- Ładna co? – gestem
wskazał na nastolatkę.
- Nie wiedziałem, że
preferujesz naćpane jedzenie.- skomentował. Na pewno słyszała, ale nie zrobiła
żadnego gestu tylko uśmiechała się głupkowato.
- Nie jest złe.
- Narkotyki nie
działają zbyt dobrze na nas.
- Wiem o tym.
- Ile ona ma lat? –
spytał się go brunet. Kelnerka podeszła. Zamówił „Krwawą Mary”, który zamierzał
doprawić krwią z buteleczki, którą ze sobą wszędzie nosił.
- 16.
- Coraz to młodsze
masz te dziewczyny.- zauważył.
- Im młodsze tym
lepsze.
- Spałeś z nią?
- Tak. Zużyty towar.-
stwierdził znudzonym głosem.- dzisiaj się jej pozbędę.- dodał.
- Nie powinieneś
marnować jedzenia. Ludzie są krusi i żyją tak krótko.
- Rodzą się nowi -
wzruszył ramionami. Nie lubił, gdy ktoś mu dyktował co ma robić i jak obchodzić
się z jedzeniem.
- Ale nie ma kto ich
wychowywać. Powstrzymaj swój apetyt. Nie zapomnij kto tu rządzi.
- Zapamiętam na
przyszłość.- wycedził przez zęby.
- Mam nadzieję.-
czarnooki rozglądał się za ofiarą. Mnie poucza, a sam poluje pomyślał z
nienawiścią. Nie lubił go. Nieraz próbował go zabić, ale nie udało się. Uchiha
wiedział, że to on stoi na zamachy na jego życie, ale nie robił nic. Obaj się
ignorowali.
- Słyszałem, że znowu
został zabity jeden z naszych.- zobaczył jak przywódca nieruchomieje. Poczuł
dziką satysfakcję. W końcu jakieś emocje.- podobno zabił go jeden z „Aniołów”.
Wiesz w sumie nie wiedziałem, że po mieście szaleją Aniołki Charliego. Gdybym
wiedział to bym ci pomógł zwalczać przestępczość.- dodał złośliwie. Nim się
obejrzał leżał na stoliku, lecz nikt nie zwrócił na to uwagi. To było tutaj
normalne.
- Słuchaj Kiba.-
wysyczał.- zaczynam tracić do ciebie cierpliwość. Wtrącasz nos tam gdzie nie
trzeba. Nie zapominaj kim jestem.- oczy błysnęły mu na czerwono.- i ty kim
jesteś.- poczuł iskrę strachu. Po raz pierwszy odkąd go poznał widział go tak
wściekłego. Nie zamierzał mu pokazywać, że się go boisz.- sam możesz być
następny. Zrozumiałeś co powiedziałem?
- Tak.
- To dobrze.- puścił
go.- a teraz zjeżdżaj stąd.- czmychnął stamtąd niepyszny.
Kiba by się wyluzować
postanowił zapolować. To było dobry pomysł. Słyszał tupot biegnącej ofiary,
wyczuł jej przeraźliwy strach. Rozkoszował się nim. Poczuł przypływ adrenaliny.
Tego było mu trzeba. Zdecydowanie. Pomoże mu się odstresować. Na razie pozwalał
jej uciekać. Zaśmiał się cicho. To było takie zabawne patrzeć jak człowiek
myśli, że przed nim ucieknie.
- Żałosne.-
stwierdził. Kobieta nie miała gdzie uciec. Znalazła się w pułapce bez wyjścia.
Jej strach stał się wyraźniejszy. Szedł spokojnym krokiem. Nie spieszył się.
Przecież i tak zaraz zginie, więc pozwalał jej cieszyć się każdą sekundą życia.
Skręcił za zaułek. Na jego widok, oblała się zimnym potem i cofnęła się pod
samą ścianę budynku, gdzie tkwiła wpatrując się w niego sarnimi oczami. Widział
w nich nieme błaganie by ją oszczędził. Chciałabyś przemknęło mu przez myśl.
Dzisiaj była pełnia. Światło księżyca padało na sylwetkę kobiety. Wszystko było
widoczne. I wtedy dostrzegł ogromny cień pod swoimi nogami. Nie miał kształtu.
Zmarszczył brwi.- co to jest? – odwrócił się, dostrzegając szybko poruszającą
się czerń. To było ostatnie co zobaczył.
News na pozostałych dwóch blogach. Miyako-chan.